 |
Kilka słów o mnie i blogu: jarzyna.bet1x2.net
U buków gram od kiedy powstał pierwszy naziemny punkt w Polsce. Swoją wiedzą i doświadczeniem chcę teraz dzielić się na blogu. Najlepiej czuję się w piłkarskich ligach Austrii, Szwajcarii i Polski. Wyznaję zasadę, że znajmość tematu, wiedza i pasja to jedno, natomiast portfel wypchany pieniędzmi to drugie! (Krzysiu Jarzyna)
|
|
|
Paris-Levallois - Asvel Lyon-Villeurbanne
Dzisiaj będziemy świadkami niezwykle ciekawej konfrontacji we francuskiej Ligue Nationale de Basket. Pojedynek ten może mieć kluczowe znaczenie dla dalszych losów rywalizacji, ekipa która poniesie porażkę znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Oba zespoły zażarcie walczą o awans do play-off, oba mają na to póki co spore szanse. O ile siódme miejsce w ligowej tabeli Paris-Levallois raczej nikogo nie dziwi, choć moim zdaniem tę ekipę stać na więcej, to już dziesiąta lokata Lyon-Villeurbanne jest dla wszystkich totalnym zaskoczeniem. Przed sezonem wydawało się, że drużyna Asvelu będzie rozdawała karteczki w tym roku, niestety rzeczywistość okazała się brutalna i podopieczni Vincenta Colleta mają olbrzymie problemy z zakwalifikowaniem się do najlepszej ósemki LNB. Niektóre transfery dokonane przez działaczy przed sezonem okazały się nietrafione, najlepszym przykładem jest ściągnięcie Bobby Dixona, który zawiódł na całej linii i już się z nim pożegnano. Miało to oczyścić atmosferę w zespole i wpłynąć na lepszą grę Asvelu. Pierwsze mecze bez Dixona zbytniej poprawy nie wykazały, dopiero w Semaine des As, rozgrywanych w domowej hali Astoballe, dało się odczuć nieznaczną poprawę w grze zespołu. Następnie podopiecznych Colleta, podbudowanych sukcesem w As 2010 czekał mecz o wszystko w lidze, stanęli oni na wysokości zadania i pokonali Gravelines 76-70 na własnym parkiecie. Ale po raz kolejny nie zachwycili i wydaje mi się, że z taką grą będzie im niezwykle ciężko o wygraną w Paryżu. Skąd się biorą moje obawy? Otóż Paris-Levallois to drużyna, która doskonale radzi sobie na deskach, tutaj będzie miała przewagę nad rywalem, gospodarze mają znakomitego Lamonta Hamiltona, którego dzielnie wspierają Michel Jean Baptiste Adolphe i Elliott Rodney. Dobra postawa tej trójki przyczyniła się w dużej mierze do ostatniej wygranej ekipy z Paryża. Zatrzymać tych zawodników, grających na własnym parkiecie w Paryżu, będzie niezwykle ciężko, sytuację Asvelu bardzo komplikuje absencja kontuzjowanego silnego skrzydłowego z Estonii Kristjana Kangura, przytrafiła się ona w najmniej pożądanym momencie, akurat teraz, kiedy zawodnik ten tak bardzo by się przydał w walce na deskach ze wspomnianym wcześniej trio drużyny Paris-Levallois. Gospodarze są potwornie zmotywowani na ten pojedynek, przystąpią do niego w znakomitych nastrojach, ponieważ w poprzedniej kolejce niespodziewanie pokonali lidera z Le Mans na jego parkiecie 75-67. Nieco słabsze zawody rozegrał gwiazdor ekipy z Paryża, Portorykańczyk Angel Daniel Vassallo, dzisiaj zapewne będzie chciał się zrehabilitować prowadząc Paris-Levallois do kolejnego ligowego zwycięstwa. Jeżeli ekipę z Villeurbanne zawiedzie ich największa broń i dla Mindaugasa Lukauskisa i reszty nie będzie wpadać z dystansu, to będą oni mieli olbrzymie problemy, a pamiętać przy tym należy, że Paris-Levallois śmiało na te rzuty może odpowiadać, bo ma w swoich szeregach LaQuana Prowella, Joachima Ekanga-Ehawa i wspomnianego wcześniej Vassallo, którzy w tym elemencie gry także nie zawodzą i rzucają na wysokiej skuteczności 40-50%. Reasumując, uważam że kurs na wygraną drużyny gospodarzy jest przeszacowany, wcale bym ich szans nie przekreślał. Nieraz przekonaliśmy się, że same nazwiska nie grają, drużyna musi stanowić kolektyw, a zespół Asvel Lyon-Villeurbanne takim niestety nie jest, zbyt dużo tutaj indywidualności. Paris-Levallois wygrało pierwsze spotkanie w Astroballe 77-75, nie widzę powodów, dla których nie mieliby wygrać z Asvelem po raz kolejny. W myśl powiedzenia: Bij mistrza! Pobieram nieco bezpieczniejszą opcję i gram Paris-Levallois +4,5 Points!
Beauvais - Rennes Volley
O gospodarzach niedawno pisałem, chłopaki nie mają szczęścia do tie-breaków w tym sezonie. Przegrali wszystkie 9! Pomimo to plasują się na wysokim 5 miejscu w ligowej tabeli, tracąc jedynie 2 punkty do trzeciego Poitiers. Jest szansa powalczyć o nieco lepsze rozstawienie w play-off, tak więc na pewno tego meczu nie odpuszczą. Tymczasem ekipa Rennes jest 10 i walczy jeszcze o awans do play-off, ale ostatnie porażki spowodowały, że cel ten się znacznie oddalił. Ósmy w tabeli Paris Volley ma już 3 punkty przewagi i zapewne pozycji tej nie odda do samego końca. Nie będę się tutaj zbytnio rozpisywał, gram ten typ z uwagi na to, że Rennes Volley wystąpi w tym meczu bez swojego podstawowego rozgrywającego Quentina Mariona. Zawodnik ten jest w szerokiej kadrze reprezentacji Francji, Marion to bezsprzecznie największa gwiazda Rennes i bez niego w składzie drużyna ta traci co najmniej połowę na swojej wartości. Quentin miał problemy z kontuzją już podczas ostatniego meczu z Sète, Rennes Volley przegrało ten mecz bardzo szybko 0-3 na własnym parkiecie. Zastępujący go Raphael Corre to nie ten kaliber, Beauvais wygra to spotkanie 3-0, 3-1!
ADEG Erste Liga
Liderem ADEG Erste Liga jest póki co Wacker Innsbruck, ale wydaje się, że walka o awans rozegra się pomiędzy Trenkwalder Admira a Cashpoint SCR Altach. Zespoły te na papierze wyglądają najlepiej, podczas zimowego okienka transferowego nie próżnowały. Drużynę Altach zasilili dwaj Hiszpanie: 24-letni środkowy obrońca Ione Agonay Jimenez Cabrera oraz 27-letni pomocnik Jesus Ramirez Brenes i będą oni niewątpliwie ogromnym wzmocnieniem zespołu. Adi Hütter ściągnął także zdolnego amerykańskiego napastnika Joshuę Gatta, który ma być uzupełnieniem dla ofensywnego super duetu Bammer-Correa, napastnicy ci strzelili w rudzie jesiennej aż 19 bramek dla zespołu. Cashpoint SCR Altach czeka dziś niezwykle ważny wyjazdowy pojedynek z FC Lustenau. Jeżeli podopieczni Hütter marzą o awansie do Bundesligi, to nie mogą sobie pozwolić w tym meczu na wpadkę. Na pewno łatwo nie będzie, bo Lustenau to ciężki teren, ale mimo wszystko zdecydowanym faworytem tego spotkania są goście i dysponując takim, a nie innym potencjałem kadrowym, powinni sobie poradzić. Tym bardziej, że w poprzedniej rundzie wygrali już w Lustenau, z dużo mocniejszą SC Austria. Porażkę Cashpoint SCR Altach wykluczam, obawiam się jedynie remisu, bo jest to dopiero początek ligi i forma zespołów jest wielką niewiadomą, dlatego też zagram Altach DNB@1.50(Sportingbet). Kolejnym ciekawym pojedynkiem, w którym widzę wyraźnego faworyta jest spotkanie SKNV St. Pölten - FC Pax Gratkorn. O drużynie Gratkorn już pisałem, przypomnę tylko, że Schwarz, Ehmann i Edle odeszli w zimowej przerwie z klubu, a Dorn, Steiner, Parapatits, Schick i Perchtold są wciąż kontuzjowani. Dodatkowo FC Pax Gratkorn zagra dzisiaj bez swego najważniejszego gracza drugiej linii Geralda Puntigama, który musi pauzować za kartki. W swoim pierwszym pojedynku w tej rundzie Gratkorn bezbramkowo zremisował w Wiedniu, ale swoją grą piłkarze nie zachwycili, byli bliscy porażki grając przez większość meczu w przewadze jednego zawodnika. Dzisiaj SKNV St. Pölten@1.78 zawiesi poprzeczkę zdecydowanie wyżej, to ekipa z wielkimi ambicjami, za rok kibice cieszyć się będą nowym stadionem, a wraz z tym ma nadejść awans do Bundesligi. W tym sezonie drużyna ma za cel dogonienie i wyprzedzenie choć jednego zespołu z czołowej czwórki ligi. Gospodarze meczem z Gratkorn rozpoczynają rundę wiosenną, więc motywacji do dobrej gry piłkarzom na pewno nie zabraknie, tym bardziej, że pałają oni chęcią rewanżu za porażkę 1-4 z pierwszej rundy. Zdrów jak ryba jest w końcu Michael Wojtanowicz 10/4, to cieszy, bo bez tego zawodnika w składzie SKNV St. Pölten dużo traci na swojej wartości. Podopieczni Martina Scherba na własnym boisku grają otwarty i ofensywny futbol, w poprzedniej rundzie marnowali tu multum sytuacji, teraz ma to się zmienić, piłkarze podkreślają, że bardzo sumiennie przepracowali okres przygotowawczy i z ich skutecznością powinno być już o niebo lepiej. Bardzo na to liczę, bo FC Pax Gratkorn na wyjazdach najczęściej parkuje autobus we własnym polu karnym, tak więc niezwykle ważnym będzie strzelenie pierwszej bramki, później powinno już pójść jak z płatka... Na sam koniec zostawiłem spotkanie, w którym wydaje się być najłatwiejszym wskazanie faworyta. Red Bull Juniors Salzburg@1.60 powinien sobie poradzić z FK Austria Wien Amateure. Za gospodarzami przemawia przede wszystkim atut własnego boiska, zawodnicy Red Bull Juniors grają na sztucznej murawie, tym zyskują spory handicap nad rywalami. Poza tym notują serię 3 wygranych z rzędu, tak więc widać wyraźnie, ze udało im się utrzymać formę z końcówki poprzedniej rundy i w tej będą oni niezwykle groźni. Drużyną opiekuje się Niko Kovac, ma on tu zapewnione bardzo dobre warunki, jego drużyna nad formą pracowała na zagranicznych zgrupowaniach. Trener jest bardzo zadowolony z okresu przygotowawczego, podkreśla że jego zespół zdaje się być bardzo mocny zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym, a z tym były problemy w rundzie jesiennej. Młodzi zawodnicy nie zawsze wytrzymywali presję, teraz ma być inaczej. Piłkarze rezerw Austrii i Salzburga grają jak wiadomo w tym sezonie o pietruszkę, ale każdy daje z siebie 100%, chce się pokazać, bo piłkarze wciąż nie mogą być pewni swoich losów w następnym sezonie. Krążą plotki, że Red Bull Juniors Salzburg ma zamiar nawiązać bliższą współpracę z jednym z klubów ADEG Erste Liga, tak aby mógł on zostać jego klubem satelitarnym. Dzięki temu młodzi, uzdolnieni piłkarze mieliby okazję ogrywać się w tej klasie rozgrywkowej, to bardzo ważne, ponieważ przepaść między tą ligą a niższą jest ponoć ogromna. Można dziś liczyć na całkiem niezłą frekwencję na stadionie, pomimo że są to jedynie rezerwowe drużyny obu klubów, to mecz ten wywołuje spore zainteresowanie wśród kibiców. Tak więc podopieczni Niko Kovaca będą mogli liczyć na doping swoich fanów. Zawodnicy Red Bull Juniors Salzburg chcą się zrewanżować za porażkę 0-1 w Wiedniu, bardzo prestiżowo traktują to spotkanie, za wszelką cenę chcą się zrehabilitować. Mają na to olbrzymie szanse, ponieważ ekipa FK Austria Wien Amateure przyjeżdża do Salzburga poważnie osłabiona. Drużyna z Wiednia wystąpi dziś bez swojego kapitana Bernharda Muhra oraz Marina Leovaca, Alexandra Gorgona i Manuela Wallnera. Siłą tej ekipy była bo tej pory bardzo dobrze zorganizowana obrona, wobec absencji takich graczy jak Wallner jestem pełen obaw o defensywę Austrii. Nie lepiej wygląda też sytuacja z przodu, piłkarze Austrii rażą nieskutecznością. Tacy zawodnicy jak Christoph Kröpfl, Stefan Illsanker, Issiaka Ouedraogo czy Alexander Aschauer pomimo młodego wieku nie są już postaciami anonimowymi w austriackiej piłce, z nimi w składzie Juniors Salzburg poradzi sobie na Red Bull Arena z osłabioną FK Austria Wien Amateure!
|
|

Vakıfbank Güneş Sigorta Stambuł - Asystel Volley Novara
Asystel Volley Novara zbiera straszne baty w Lega Pallavolo Serie A Femminile, notuje serię 4 kolejnych porażek z rzędu i zajmuje obecnie 8 miejsce w ligowej tabeli. Drużyna, w której występują takie tuzy światowej siatkówki jak holenderska atakująca Manon Flier - najlepsza siatkarka ostatnich mistrzostw Europy, wicemistrzyni olimpijska, Amerykanka Tom Logan, mistrzyni świata z 2002 roku, Włoszka Paola Paggi, kolejna siatkarka z Italii, Jenny Barazza - mistrzyni Europy z 2009 roku, ma bardzo chwiejny sezon, dobre mecze przeplata ze złymi, gra zespołu jest bardzo nierówna. Przyzwoicie poczyna sobie Logan Maile Lei Tom, jest ona obok nieco zawodzącej Flier najlepiej punktującą zawodniczką we włoskiej ekipie. Blok Novary funkcjonuje w miarę poprawnie, do Jenny Barazza i Paola Paggi nie można mieć większych zastrzeżeń. Problemy zaczynają się na rozegraniu, było to widoczne także podczas potyczki z Dąbrową Górniczą w poprzedniej rundzie Ligi Mistrzów. Irina Kirillova po trzyletnim rozbracie z siatkówką miała całkiem udany sezon w Dynamo Moskwa, co zaowocowało transferem do Asystelu Novara. Jednak we Włoszech ta niezwykle doświadczona i utytułowana rozgrywająca nie może się jakoś odnaleźć. Działacze postanowili nie czekać i ściągnęli jej do pomocy równie utytułowaną Kim Staelens. Przyjście Holenderki wprowadziło w szeregi Asystelu nieco ożywienia, widoczna była nieznaczna poprawa w grze, zawodniczki te się uzupełniały, jak Kiryłłowej nie szło, to trener Luciano Pedulli dokonywał zmiany i desygnował na pozycję rozgrywającej Staelens. Manon Flier w niedawno udzielonym wywiadzie powiedziała: "Nie chodzi o to, że Kim gra szybszą piłkę, ale wystawia mi ją dużo wyżej niż Irina Kiryłłowa i to mi zdecydowanie bardziej odpowiada. Precyzyjniej mogę uderzyć w piłkę, co pozwala mi lepiej atakować." Niestety, w ostatnich dniach jak grom z jasnego nieba spadła na wszystkich wiadomość, że Kim Staelens zmuszona jest zawiesić karierę sportową ze względu na macierzyństwo. To bardzo dobra wiadomość dla Holenderki, jest ona na pewno szczęśliwa, gorzej dla zespołu. Brak Kim Staelens to poważny cios dla kibiców, zawodniczek i Luciano Pedulliego, mocno komplikuje mu to szyki, 35-letnia Kiryłłowa nie ma wartościowej zmienniczki. Drugą i zarazem największą bolączką trenera jest obecnie to, że jego podopieczne nie potrafią utrzymać gry na takim samym poziomie. Zawodniczki seriami tracą punkty, mają problemy z koncentracją. Ciągle prowadzone są pomiędzy nimi a trenerem rozmowy, wszyscy starają się coś zmienić, aby znaleźć swój rytm, zacząć grać tak jak się tego od nich wymaga, ale niestety efektów brak, wyraźnie coś nie działa jak należy. W ostatniej ligowej kolejce siatkarki Asystelu przegrały 1:3 przed własną publicznością niezwykle prestiżowy mecz ze Scavolini Pesaro. Z tym samym Scavolini, z którym to tak zacięte boje toczyły w fazie grupowej CEV Indesit Champions League Turczynki z VakifGunesTTelekom Istanbul. Udało się im pokonać lidera Serie A na własnym parkiecie 3:2, także tie-breakiem zakończyło się drugie spotkanie, we Włoszech jednak to Scavolini było górą. Vakıfbank Güneş Sigorta Stambuł pewnie awansował do kolejnej rundy, zajął drugie miejsce w grupie za Włoszkami, a zadecydował o tym 1 przegrany set z francuskim ASPTT Mulhouse. Asystel z kolei awansował z 1 miejsca w grupie, a za rywali miał rumuńskie Metal Galati, polskie Bank BPS Fakro Muszynianka i rosyjskie Zarechie Odintsovo. O ile w lidze dziewczynom z Novary nie szło, to w CEV Indesit Champions League spisywały się one całkiem poprawnie, ale oczywiście i tutaj nie ustrzegły się błędów i wpadek, a porażka 0-3 w setach do 15, 14 i 9 z Bank BPS Fakro Muszynianka śni się im pewnie po dziś dzień po nocach. Dziewczyny z Włoch miały szczęście w losowaniu i w Play-off 12 los skojarzył je z Enion Energia Dąbrowa Górnicza. Pomimo ambitnej postawy Polek, nie udało im się sprawić niespodzianki, ale gra drużyny z Novary pozostawiała wiele do życzenia. W kolejnej fazie Ligi Mistrzów Asystel nie miał już tyle szczęścia, los przydzielił im rewelacyjny Vakıfbank Güneş Sigorta Stambuł. Oba tureckie zespoły są tegorocznymi faworytami do wygrania całego cyklu CEV Indesit Champions League i jeżeli Włoszki marzą o awansie do Final Four, to musiały by się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności i liczyć przy tym na słabszą dyspozycję zawodniczek ze Stambułu. A to są raczej jedynie pobożne życzenia, bo turecka ekipa od początku sezonu gra niezwykle równo, efektownie i co najważniejsze skutecznie. Dwukrotne zmiecenie wręcz z parkietu w Playoff 12 mocnego rosyjskiego Universitetu Belgorod 3:0(25:12, 25:17, 25:16) i 3:0(25:17, 25:16, 25:19), najdobitniej pokazuje jaki potencjał drzemie w Vakıfbank Güneş Sigorta. W lidze drużyna ze Stambułu zajmuje obecnie drugie miejsce, tuż za niepokonanym do tej pory zarówno w Gençler Ligi Bayan 1.Devre Sonujak jak i Lidze Mistrzów Fenerbahçe Acıbadem. W składzie Vakıfbank Güneş Sigorta aż roi się od reprezentantek Turcji, największą gwiazdą jest oczywiście atakująca Neslihan Demir Darnel. Kadra zespołu wzmocniona jest zagranicznym zaciągiem w postaci Kingi Maculewicz, Serbki Jeleny Nikolic, Chorwatki Maji Poljak oraz przyjmującą z Holandii - Debby Stam. Skład drużyny, podobnie zresztą jak gra Vakıfbank, robi wrażenie. Turecka ekipa jest zespołem kompletnym, trudno jest znaleźć jakieś słabsze strony Vakıfbank Güneş Sigorta. W Stambule, na własnym parkiecie podopieczne znakomitego fachowca Giovanniego Guidettiego nie przegrywają i jeżeli dziewczyny zagrają na swoim poziomie to nie daję Włoszkom żadnych szans. Doświadczona rozgrywająca i zarazem kapitan zespołu Arzu Göllü mówi w wywiadzie udzielonym przed tym meczem, że doskonale sobie zdają one sprawę z wagi tego spotkania i spodziewają się ciężkiej przeprawy, ale cel postawiony przed zespołem pozostaje bez zmian: pomyślne przejście tego etapu kwalifikacji i awans do Final Four. Göllü zaznacza przy tym, że grają przed własną publicznością i muszą wygrać ten mecz najwyżej jak to możliwe, aby bez zbędnych nerwów jechać na rewanż do Włoch i tam wygraną w którejś z partii przypieczętować awans. Zaliczka jest im bardzo potrzebna, już w pierwszym meczu Turczynki chcą wygrać pewnie i wysoko, aby tym samym zrobić milowy krok w kierunku awansu do Final Four CEV Indesit Champions League w Cannes. Ja osobiście widzę ten zespół w najlepszej czwórce od samego początku tych rozgrywek, nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko zgodzić się z Göllü i postawić na wygraną Vakıfbank Güneş Sigorta Stambuł z handicapem!
|
|
SC Kriens – FC Thun
  
Oferta na dziś uboga, ze wszystkich spotkań zdecydowanie najbardziej wartym uwagi jest mecz SC Kriens – FC Thun. SC Kriens było największym zaskoczeniem pierwszej fazy rozgrywek Challenge League. Za stosunkowo małe pieniądze trenerowi Maurizio Jacobacci udało się zbudować solidną drużynę. Wygranych co prawda za dużo nie było, ale bardzo często mecze zespołu Kriens kończyły się podziałem punktów, sposób na pokonanie ekipy Jacobacciego znalazły jedynie trzy najlepsze teamy w lidze. Jednym z nich była właśnie drużyna FC Thun, które wygrała na własnym boisku 4-2 i była to jak dotąd najwyższa porażka SC Kriens w Challenge League. Dzisiaj liczę na powtórkę z rozrywki, ponieważ od ostatniego meczu między tymi drużynami minęło sporo czasu i sytuacja się nieco zmieniła. Zmieniła się na niekorzyść dla ekipy beniaminka. Otóż podczas zimowej przerwy SC Kriens doznało poważnego osłabienia, z drużyną pożegnał się kapitan zespołu, obrońca Erwin Barmettler. To właśnie on, wraz z Brazylijczykiem Thiago José Ribeiro stanowili o sile tego zespołu, obaj zawodnicy kapitalnie współpracowali i dyrygowali linią defensywną SC Kriens, czego efektem były stracone zaledwie 22 bramki w 15 spotkaniach. Barmettlera już nie ma, Thiago José Ribeiro również podzielił los kolegi z zespołu. W tym jednak przypadku było nieco inaczej, bo zawodnik miał wielką ochotę na kontynuowanie swojej kariery pod okiem Jacobacciego, niestety decydujący głos należał do urzędu migracyjnego, który nakazał Brazylijczykowi opuszczenie Szwajcarii. Cios ten dotknął ekipę Kriens przed samym startem drugiej części rozgrywek i cały misterny plan Jacobacciego, schematy, założenia taktyczne itd. poszły wpindu. O następcę będzie niezwykle trudno, Ribeiro był gwiazdą tej drużyny, a pozyskani przez klub piłkarze są zupełnie anonimowi i stanowią raczej uzupełnienie kadry. Dodatkowo sytuację komplikuje kontuzja hiszpańskiego pomocnika Roberto Souto 8/1. Pierwszy ligowy mecz z Wohlen, przegrany po słabiutkiej grze 1:2, zdaje się potwierdzać moje obawy. Przed SC Kriens niezwykle ciężka runda, ich przewaga nad strefą spadkową wynosi zaledwie 4 punkty. Dzisiaj piłkarze Kriens punktów będą szukać w starciu z jednym z faworytów Challenge League, ekipą FC Thun. Całe to zamieszanie związane z ustawianiem meczów miało negatywny wpływ na podopiecznych Murata Yakina. Działacze zmuszeni byli pożegnać się z najlepszym snajperem Pape Omar Faye 13/13, drużyna grała poniżej oczekiwań. Sytuacja się już nieco unormowała, piłkarze FC Thun w bardzo dobrych warunkach i co najważniejsze w spokoju szlifowali formę w Turcji. Podczas zimowej przerwy z drużyną pożegnali się nie spełniający oczekiwań Jocelyn Roux (Stade Nyonnais), Sandro Galli (Biel) i Roman Bürki (Schaffhausen) oraz Calapes, Eldar Ikanovic i Erhan Kavak. Działaczom udało się przeprowadzić kilka ciekawych transferów, FC Thun pozyskało m.in trzeciego bramkarza Juventusu Turyn Mario Kireva oraz Luisa Adaltona Juvenala "Dudu" z Chernomorets. Wypożyczono także kilku niezwykle uzdolnionych młodzieżowców z FC Basel U21, wielkie nadzieje wiązane są z przybyciem Sida-Ahmeda Bouziane (ex-Servette), który przez kontuzję miał zmarnowaną poprzednią rundę. Piłkarz ten zdążył już pokazać za co go stać, był autorem zwycięskiej bramki w wyjazdowym meczu z Wohlen. Niestety ekipie Yakina przytrafiła się także wpadka, na własnym boisku ulegli FC Wil 1-3, co prawda niezasłużenie, ale wiadomo, liczy się to co w sieci. Porażka sprawiła, że pierwsze w tabeli FC Lugano uciekło już na 8 punktów. Jeżeli piłkarze FC Thun chcą jeszcze powalczyć o bezpośredni awans, to nie mogą dziś sobie pozwolić na stratę jakichkolwiek punktów. Na wyjazdach drużynie Murata Yakina gra się bardzo dobrze, jak dotychczas zgromadzili oni 13 punktów w 7 meczach. SC Kriens u siebie jeszcze w tym sezonie nie przegrało, dzisiaj FC Thun odczaruje Sportanlage Kleinfeld!
Spotkanie rozpoczyna się o godzinie 20'10 i będzie je można obejrzeć na żywo tutaj
|
|
Część trzecia, oby równie udana jak poprzednie :)
FC Gossau – FC Lugano
FC Lugano w wygranym 1-0 meczu z Yverdon-Sport nie zachwyciło, ale była to pierwsza gra po przerwie, więc zawodnicy mieli prawo być jeszcze w nie najlepszej dyspozycji, dodatkowo ciążyła na nich presja wyniku, a rywal wcale do najłatwiejszych nie należał. Poza tym jak już wcześniej wspominałem, Bianconeri już niejednokrotnie udowodnili, że nawet grając słabo, poniżej swego normalnego poziomu, potrafią przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W drugiej kolejce podopieczni Baldiniego zmuszeni byli pauzować, mecz z FC Biel-Bienne został przełożony, tak więc mieli oni bardzo dużo czasu na przygotowanie się do spotkania z najsłabszą ekipą ligi - FC Gossau. Simone Boldini po raz pierwszy w sezonie ma do dyspozycji wszystkich podstawowych zawodników, bowiem po przymusowej absencji do składu powraca podstawowy pomocnik Michele Maggetti. W meczu z Yverdon z niezłej strony pokazał się pozyskany w zimowej przerwie Antoine Rey, już teraz widać, że że będzie on wzmocnieniem zespołu. Włoski trener przed meczem twierdzi, że jego zawodnicy bardzo solidnie przepracowali ostatni tydzień i z szacunkiem dla rywala, aczkolwiek bardzo pewni siebie i przekonani co do swoich możliwości, jadą na przedmieścia St. Gallen po komplet punktów. Optymizm Boldiniego jest jak najbardziej uzasadniony, FC Lugano jest samodzielnym liderem Challenge League i na wyjazdach spisuje się wyśmienicie. Na 8 spotkań Bianconeri wygrali 6 potyczek, dwa razy dzielili się z rywalami punktami, remisując 1:1 z mocnymi na własnym boisku Yverdon i Vaduz. Napastnicy strzelili w tych meczach aż 23 bramki, tracąc ledwie 4. Ostatnia ligowa potyczka pokazała, że obrona FC Lugano spisuje się bez zarzutu, nie można mieć było do defensorów większych zastrzeżeń i po 6 kolejnych meczach ze straconą bramką, w końcu udało się zagrać na zero z tyłu. Podobnie powinno być także dzisiaj, obrońcom nie powinny przytrafić się poważniejsze wpadki, po raz kolejny zagrają solidnie, do tego zdążyli już nas przyzwyczaić. Problemem FC Lugano w pierwszym meczu po zimowej przerwie była skuteczność, napastnicy mieli wyraźnie rozregulowane celowniki. Jeżeli tylko Carlos Da Silva 15/10, Pascal Renfer 13/7 oraz Carlos Silvio 16/10 poprawią skuteczność, to o wynik tej rywalizacji możemy być spokojni. Magiczny trójkąt Bianconerich będzie miał ułatwione zadanie, ponieważ podstawowy obrońca FC Gossau Jean-Pierre Tcheutchoua leczy kontuzję i tutaj pojawia się wielki problem, bo to już drugie poważne osłabienie formacji defensywnej gospodarzy, bowiem zimą do SV Schaffhausen odszedł Sanjin Glisic. Sytuacja podopiecznych Alexandra Kerna po ostatniej ligowej porażce z Vaduz 0-2 zrobiła się niemal tragiczna, do bezpiecznego 14 miejsca tracą oni już 8 punktów. I trudno być w tym momencie jakimkolwiek optymistą, ponieważ w meczu z Vaduz nie było widać znacznej poprawy w jakości gry FC Gossau, podopieczni Kerna w Liechtensteinie prezentowali się koszmarnie. Nie tak to miało wyglądać i po tych kilku wzmocnieniach poczynionych zimą kibice i działacze na pewno spodziewali się czegoś więcej. Ale w nagłą przemianę FC Gossau wierzyli chyba tylko nieliczni, ponieważ pozyskanie braci Lattmann oraz Michaela Ludäschera (Aarau), Fabio Raimondiego (ex-Chaux-de-Fonds) i Saszy Tomica (Grasshopper U21) to nie są w moim mniemaniu wzmocnienia, które zagwarantują FC Gossau ligowy byt w tym sezonie. Kasa FC Gossau świeci pustkami, tak więc transferowego eldorado spodziewać się nie mogliśmy, działacze brali co było do wzięcia na rynku za darmo, bądź też decydowali się na półroczne wypożyczenia. Duże nadzieje wiązane są z przybyciem 33-letniego czeskiego kreatora gry Jana Bergera, ten doświadczony zawodnik rzeczywiście może okazać się poważnym wzmocnieniem ekipy Kerna, trener liczy, że poukłada on grę FC Gossau. Jednak wciąż nie ma on pozwolenia na grę i dzisiaj po raz kolejny FC Gossau będzie zmuszone radzić sobie bez niego. Tak więc czym gospodarze mogą zaskoczyć FC Lugano? W ofensywie chyba niczym, FC Gossau strzeliło do tej pory zaledwie 12 bramek w 16 spotkaniach, więc przy tak doskonale zorganizowanej obronie gości wydaje się to mało realne. Defensorzy Bianconerich swą uwagę skupić muszą jedynie na Muracie Uralu, zawodnik ten w tym momencie zdecydowanie wybija się na tle reszty zespołu. Jedyną szansą dla FC Gossau pozostają stałe fragmenty gry, ale nie liczyłbym na zbyt wiele. Dla gospodarzy bezbramkowy remis byłby olbrzymim sukcesem, piłkarze mają w pamięci klęskę 0-7 z poprzedniej rundy i jestem przekonany, że trener Kern ustawi swoich podopiecznych ultra defensywnie, a zawodnicy FC Lugano obnażą wszystkie braki gospodarzy i ze stoickim spokojem wypunktują ekipę FC Gossau...
Omonia Nikozja – Aris Limassol
Omonia znowu musi sobie radzić bez Michalisa Konstantinou, który po raz kolejny nabawił się kontuzji, tak więc w podstawowej jedenastce gospodarzy wybiegną dziś Rengifo i Żurawski. Obaj zaliczyli po jednym trafieniu w ostatnim wygranym meczu z Ermis Aradippos. Dzisiaj również powinni poprawić swój dorobek strzelecki, bowiem do Nikozji przyjeżdża jedna z najsłabszych ekip w lidze - Aris Limassol. Okazji strzeleckich "polscy" zawodnicy powinni mieć co nie miara. Dlaczego tak uważam? Już odpowiadam. Po pierwsze, po kontuzjach do podstawowego składu wracają dwaj najważniejsi pomocnicy Omonii - Aloneftis i Charalambous, obaj niezwykle kreatywni, gra drużyny z Nikozji na pewno zyska na jakości. Po drugie piłkarze gospodarzy zrobią dzisiaj wszystko co w ich mocy, ażeby wynagrodzić dla FAN CLUB i Gate 9 ostatnią przykrą wpadkę na własnym boisku z E.N. Paralimni (0:0), tym bardziej, że kibice czekają na efektowną wygraną Omonii od początku stycznia. Poza tym APOEL gra w tej kolejce z Anorthosis i zespół Omonii na spore szanse na odzyskanie fotelu lidera, tak więc motywacji do niezłej gry i osiągnięcia dobrego rezultatu po ich stronie nie zabraknie. I w końcu po trzecie, "Jasne brygady" przyjeżdżają na GSP Stadium strasznie osłabione, ogromne straty są przede wszystkim w drugiej linii. Z Omonią nie zagrają pomocnicy Nikos Kounenakis 14/0, Giorgos Vasiliou 17/0, Andreas Theofanous 12/0, Carl Lombé 21/0 oraz mający od niedawna miejsce w podstawowej jedenastce Georgios Vourexakis 5/0, a także napastnicy Sasa Stojanovic 18/5 i pozyskany w zimie z rumuńskiego FC Universitatea Craiova - Julius Gibrilla Wobay. Wymieniania nazwisk reszty nieobecnych jak choćby rezerwowego bramkarza sobie daruję. Aris walczy o ligowy byt, ale dzisiaj jego piłkarze nie będą mieli nic do powiedzenia w starciu z Omonią. Z trzema zespołami z "wielkiej czwórki" cypryjskiej ekstraklasy Aris przegrywał niedawno odpowiednio: 0:5 z APOEL, 0:3 z Apollonem oraz 0:3 z Anorthosis. W starciu z Omonia Nikozja będzie podobnie, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości...
Shakhtar Donetsk – Vorskla Poltava
Dzień 25 lutego miał być podwójną okazją do świętowania dla mieszkańców Doniecka. Człowiek z Jenakijewa w obwodzie donieckim - Wiktor Fedorowicz Janukowicz oficjalnie obejmował urząd prezydencki na Ukrainie, natomiast duma miasta, klub piłkarski FC Shakhtar miał pokonać w 1/16 finału Ligi Europy angielski Fulham. Szachtar Donieck wywalczył Puchar UEFA w minionym sezonie, kibice nie wyobrażali sobie innego rozwiązania jak awans swoich pupili do kolejnej rundy. Niestety, pech chciał, że nie dane im będzie już w tym sezonie emocjonować się pojedynkami z uznanymi firmami europejskiej piłki. Shakhtar grał dobre zawody, niestety tego dnia szczęście było po stronie Anglików. Mecz zakończył się niezasłużonym remisem 1:1, piłkarze z Ukrainy mieli w tym meczu mnóstwo okazji, przeważali zdecydowanie. Po spotkaniu opiekun Fulham Roy Hodgson stwierdził: "I’d like to tell Ukrainian fans something. You can be proud of your team, your stadium. Shakhtar is the best club I have met during my career. You have the championship of your country. I'm sure that there you will gain a great success. Great thanks to Mircea Lucescu. You should thant the coach for his working very hardly with the team. Don’t be upset and don’t be angry with your team." Czysta kurtuazja? Chyba jednak mimo wszystko nie do końca, Hodgson to uznany i doświadczony trener, który takich słów nie wypowiada zbyt często. Odpadnięcie z LE to wielki cios dla zespołu, zawodnicy Shakhtara są po tym pojedynku strasznie rozżaleni, czują sportową złość. Dzisiaj zainaugurują rozgrywki ligowe, na Donbas Arena przyjeżdża Worskła Połtawa. I przy całym szacunku dla rywala, ale nie widzę w tym pojedynku innego rozstrzygnięcia jak okazałe zwycięstwo klubu z Doniecka. Worskła Połtawa jest zespołem, który słynie z dobrze zorganizowanej gry w obronie, dzisiaj przed defensorami gości poważny test. Wczoraj swój mecz wygrało Dynamo Kijów i strata do lidera wynosi już 5 punktów. Shakhtar może skoncentrować się już wyłącznie na lidze i pościgu swego odwiecznego rywala. Na Donbas Arena nie zwykł rozdawać punktów, do tej pory podopieczni Mircea Lucescu zdobyli tutaj komplet punktów i legitymują się imponującym bilansem bramkowym 15:2 w 5 spotkaniach. Worskła nie raz dała się we znaki graczom z Doniecka, mają oni z Połtawą rachunki do wyrównania. Trener drużyny gości jest pełen obaw przed tym pojedynkiem. Nikołaj Pawłow, który sam zmuszony będzie ten mecz obejrzeć z trybun, boi się czy jego podopieczni wytrzymają ten mecz psychicznie, gra przed taką publicznością na nowoczesnym stadionie na pewno robi niesamowite wrażenie i potrafi splątać nogi. Poza tym w przerwie zimowej jego podopieczni pracowali w podobnym cyklu jak przed rokiem, drużyna szczyt formy osiągnąć ma pod koniec sezonu, przypomnę że w marcu ubiegłego roku Worskła Połtawa odniosła zaledwie 2 zwycięstwa w 9 meczach. Co innego Shakhtar, chłopcy Lucescu ze względu na występy w LE musieli dużo wcześniej trafić z formą, mają już rozegrane dwie gry o dużą stawkę. Mecz cieszy się sporym zainteresowaniem, przekaz na żywo z Donbas Arena pójdzie dziś do wielu krajów, m.in do Rosji, Rumunii, Polski (Polsat Sport Extra) a nawet Kuwejtu. Wypada się więc godnie zaprezentować na tej imponującej arenie. Jestem przekonany, że Shakhtar pokaże dziś pazur, będzie jak zranione zwierzę, piłkarze z Doniecka nie zadowolą się skromnym 1-0...
|
|
ŽOK Dinamo Azatora Pančevo - Crvena Zvezda
To spotkanie jak dla mnie ma tylko jednego faworyta i jest nim Crvena Zvezda... Przyjrzyjmy się nieco bliżej drużynie prowadzonej przez Ratko Pavličevića. Crvena Zvezda to bardzo młody, aczkolwiek poukładany już zespół, w którym aż roi się od siatkarskich talentów. Mocnym punktem drużyny z Belgradu niewątpliwie są środkowe, w bloku błyszczą młodziutka gwiazda reprezentacji Serbii, urocza Stefana Veljković oraz najlepsza blokująca Ligi Europejskiej 2009 Nadja Ninković. Za rozegranie odpowiada zmienniczka Maji Ognjenović w reprezentacji Serbii - Bojana Živković, natomiast za przyjęcie odpowiedzialne są ocierająca się o kadrę 22-lenia Jelena Blagojević, która jest także wraz z Ivaną Isailović mistrzynią Serbii w siatkówce plażowej par oraz Tamara Rakić - wyróżniająca się zawodniczka ŽOK Dinamo Azatora z poprzedniego sezonu, która dołączyła do ekipy Pavličevića w letniej przerwie. Nie sposób nie wspomnieć również o atakującej reprezentacji Serbii Ivanie Nešović, jednak ona ma ostatnio problemy z przebiciem się do podstawowego składu. Jak to możliwe, że reprezentantka kraju siedzi na ławie? Wszystkiemu winna Ana Bjelica, warto na nią zwrócić uwagę. Bjelica to przyjmująca, którą trener przekwalifikował na atakującą i spisuje się ona ostatnimi czasy rewelacyjnie. Nastoletnia Ana wygryzła z podstawowego składu Nešović, gra bardzo odważnie, nie raz kończy decydujące akcje zespołu. Bjelica wywodzi się z usportowionej rodziny, jej rodzeństwo wybrało jednak inną dyscyplinę - koszykówkę. Brat Milko jest skrzydłowym Lietuvos Rytas Wilno, a siostra Milka gra jako środkowa w TEO Vilnius. Co ciekawe, zarówno Milko jak i Milka reprezentują barwy Czarnogóry, Ana z kolei wybrała grę dla Serbii, występowała do tej pory w juniorskiej kadrze swego kraju, ale coraz głośniej dobija się ona do pierwszej reprezentacji, była już nawet do niej powoływana. Jestem święcie przekonany, że popularnością w niedługim czasie przebije swoje rodzeństwo i za kilka lat będzie o niej naprawdę głośno, bo dziewczyna posiada ogromny talent, już teraz gra bardzo dobrze i co najważniejsze mądrze i dojrzale, a nie skończyła jeszcze nawet osiemnastu lat. Kariera stoi otworem także przed kolejną zawodniczką Crveno-beli - Niną Rosić - jedną z najlepszych libero młodego pokolenia na świecie. Resztę kadry uzupełniają Kecman, Pušić (libero), Medarević, Budrović, Misojcić i Stevanović. W składzie jest jeszcze kolejna reprezentantka Serbii - Sanja Malagurski, jednak ona z powodu poważnej kontuzji wznowi treningi najwcześniej w maju. W sezonie 2007/2008 Crvena Zvezda grała w Final Four CEV Cup, zajęła wtedy 4 miejsce, w tym roku zawodniczki mają za cel poprawienie tego osiągnięcia, chcą zdobyć medal. W roku ubiegłym Czerwona Gwiazda także występowała w pucharze CEV, jednak nie miała szczęścia w losowaniu, trafiła w 1/4 na drużynę, która była poza zasięgiem dla wszystkich uczestników tej rywalizacji. Dziewczyny z Asystelu Novara, późniejsze zwyciężczynie CEV Cup Women, zgodnie potem twierdziły, że najtrudniejszą przeprawę ze wszystkich, miały właśnie z Serbkami, im jako jedynym zresztą udało się urwać seta Włoszkom, i to na wyjeździe. W rewanżu zawodniczki Asystelu również najadły się strachu w pierwszej partii, przez długi okres w pierwszym secie nie potrafiły sobie poradzić z przyjęciem zagrywki Ivany Nešović oraz z ciążącą nad nimi presją. Na ich szczęście udało się im przezwyciężyć wszystkie trudności i wygrać pierwszą partię 25:23. Wynik ten podłamał Serbki i pozostałe sety przegrały one dość łatwo do 18 i 22. W tym sezonie zawodniczki z Belgradu na krajowym podwórku nie mają sobie równych, są lepsze od rywalek w każdym elemencie gry. W sezonie zasadniczym wygrały wszystkie mecze, tracąc przy tym zaledwie 6 setów, a jedyne dwa punkty podopieczne Ratko Pavličevića straciły z obecnie drugą siłą serbskiej żeńskiej siatkówki - Spartakiem Subotica, z którym to wygrały po tie-breaku. Crvena pewnie awansowała z pierwszej pozycji do play-off, również tutaj, w Mini Lidze Top 4, w której grają cztery najlepsze zespoły rundy zasadniczej, kosi rywalki jak popadnie. W pierwszym meczu drużyna z Belgradu pokonała w meczu derbowym trzecią w tabeli Vizurę 3:0 (25:14, 25:20, 25:23), a cztery dni temu ograła po raz kolejny Spartaka Subotica, tym razem 3:1 (21:25, 25:18, 25:8, 25:17). W spotkaniu tym nie grały dwie gwiazdy Spartaka - Tatjana Bokan oraz Kristina Češljar i dziewczyny z Crvena Zvezda już przed meczem dopisały sobie 3 punkty. Rozpoczęły to spotkanie totalnie rozkojarzone, zabrakło należytej koncentracji. Stąd też porażka w pierwszym secie, druga partia również nie zaczęła się dla nich najlepiej, przy stanie 1:4 trener Ratko Pavličević poprosił o czas i od tego momentu gra Czerwonej Gwiazdy zmieniła się diametralnie. Zespół złapał właściwy rytm, kilkoma fantastycznymi obronami popisała się Rakić, zawodniczki zaczęły grać mocną zagrywką, zdecydowanie poprawiły skuteczność w ataku, jak należy funkcjonował blok. W końcu zobaczyliśmy Crveno-beli w najlepszym wydaniu, w trzeciej partii dziewczyny zrobiły dla drużyny gości istną demonstrację siły, w pewnym momencie było 17:3. Rozbicie rywalek w tym secie do 8 ma swoją wymowę i najdobitniej świadczy o przepaści dzielącej pozostałe serbskie drużyny od Delije. Przy okazji młode dziewczyny z Belgradu wyniosły bardzo pouczającą lekcję, już więcej nie zlekceważą swoich przeciwniczek, to był dla nich ostatni dzwonek. Jestem przekonany, że sytuacja ta nie powtórzy się w dzisiejszym starciu z ŽOK Dinamo Azatora. Po ubiegłorocznym sezonie zespół Dinama przeszedł gruntowną przebudowę, z drużyną pożegnały się m.in Puzović, Ršumović, Karić, Raonić, Grbić i Rakić. Pozostały jedynie Bojana Marković i Aleksandra Lečić oraz reprezentantka kraju Milena Rašić i wokół niej działacze zaczęli budować drużynę. Choć ciężko w tym momencie mówić o budowaniu czegokolwiek, ponieważ z wartościowych zawodniczek udało się im pozyskać jedynie Mię Vulović i Jelenę Mladenovic, tak więc poważne jak na serbskie warunki wzmocnienia, jednak to nieco za mało. Do drużyny dołączyła jeszcze Olja Furtula, resztę kadry stanowią juniorki: Тanja Sredić, Јelena Petrov, Ivana Bulajić, Milica Bezarević Vesna Sekulić i Dragana Divac. Zawodniczki Crveny szczególną uwagę zwrócić muszą na Jelenę Mladenovic i szalejącą w ataku i na bloku Milenę Rašić, potrafią one napsuć sporo krwi rywalkom. Namieszać potrafi także Mila Vulović, jeżeli wstrzeli się od początku zagrywką, to drużyny przeciwne mają spore problemy. Na dobrym poziomie w ataku potrafi również zagrać Bojana Marković, ale gra strasznie nierówno, zresztą jak cały zespół z Pančeva. Dinamo Azatora zajęło zaledwie 6 miejsce w 8-zespołowej Wiener Städtische Lige z dorobkiem 7 zwycięstw i 7 porażek na koncie. Ekipa Aleksandra Vladisavljeva przyzwoite mecze przeplatała z tragicznymi, podobnie rzecz się ma w Mini Lidze, w której dziewczyny mierzą się z trzema najgorszymi zespołami sezonu zasadniczego. Pančevo przegrało niedawno u siebie 0:3 ze słabiutkim Jedinstvo, a gra zespołu wołała o pomstę do nieba. W ostatniej ligowej kolejce udało się dziewczynom podnieść, pokonały na wyjeździe Klek 3:0. Jak widać forma strasznie nierówna, ale to dzisiaj i tak nie będzie miało większego znaczenia. Ten etap rozgrywek CEC Cup, to zdecydowanie za wysokie progi dla Azatora Pančevo, do tej pory ekipa Vladisavljeva nie miała wymagających rywali, w pierwszej rundzie dostała walkower, natomiast w 1/8 pokonała słabe Sparkasse Klagenfurt. Widziałem ostatnie mecze ŽOK Dinamo na żywo, przyznaję się, że na ten mecz polowałem od dłuższego czasu, dlatego też zrobiłem solidne rozeznanie. Widziałem również Czerwoną Gwiazdę i z pełnym przekonaniem stwierdzam, że Crveno-beli to zupełnie inna półka. Aaaa zapomniałbym o najważniejszym W tym sezonie drużyny ŽOK Dinamo Azatora i ŽOK Crvena Zvezda mierzyły się już ze sobą dwukrotnie w lidze, zgadnijcie jak kończyły się te potyczki? Jedno ze spotkań trwało 51 minut :) Heheh luknijcie sobie w statystyki:
http://www.wienerliga.org/media/2009/women/M_035.htm http://www.wienerliga.org/media/2009/women/M_007.htm
Mecz obejrzeć będzie można na żywo tutaj
Ja zagrałem to spotkanie po północy, po kursie@1.93 w Pinnacle Sports, teraz kurs u większości buków oscyluje w granicach 1.50. Polecam!
|
Niedziela była nasza, więc nie ma co odpuszczać i trzeba pójść za ciosem. Proponuję na dzisiaj kolejne trzy typy, które powinny dać nam zarobić... Zaczniemy od Cypru. Niespodziewana sobotnia wygrana Salamina NEA z Arisem 3:2 sprawiła, że APEP Pitsilias wciąż ma spore szanse na pozostanie w ekstraklasie. Gospodarze dzisiejszej potyczki tracą do dwunastego Arisu 8 punktów, mając do rozegrania 6 spotkań, czyli możliwe 18 punktów do zdobycia. Z rozpędzonym APOEL-em zawodnicy APEP sobie nie poradzą, ale w pozostałych meczach mogą pokusić się o punkty. APEP Pitsilias na pewno się przed mistrzem Cypru nie położy, piłkarze walczyć będą o każdy metr boiska. Wczoraj niespodziewanie punkty straciła Omonia, więc gracze APOEL-u mają szansę odskoczyć od najgroźniejszego rywala. Gospodarze walczą jednak o przetrwanie, dlatego też handicapy sobie daruję. Tym bardziej, że siła rażenia drużyny z Nikozji będzie dziś nieco mniejsza niż zwykle. Co prawda po dwumiesięcznej kontuzji wraca napastnik Alexandrou 11/1 i zadebiutuje dziś Brazylijczyk Marsinio, ale sprawę komplikuje brak obrońców Paulo Jorge 11/1 i Marios Ilia 13/0, pomocników Satsiasa 10/0 i Kosowskiego 10/1 oraz napastników Helio Pinto 19/1, Papathanasiou 11/2 i Sikory 3/2. APOEL ma szeroką kadrę, więc sobie spokojnie bez tych piłkarzy poradzi, ale brak Pinto i Kosiarki będzie na pewno odczuwalny w poczynaniach ofensywnych drużyny APOEL-u. Jestem przekonany,że goście z Kyperounty poza pełną reklamówką zajebistych jabłek, wywiozą także komplet punktów, ale w typowanie rozmiarów porażki APEP Pitsilias bawił się nie będę. Pobieram A.P.O.E.L@1.35 na swój kozacki kupon i w poszukiwaniu kolejnego pewniaczka szybciorem udaję się do pobliskiej Grecji. Stawiam na Over 180.5 pkt. w spotkaniu Iraklis – EA Patron. Zespół z Salonik ma problemy, z urazami zmagają się dwaj podstawowi zawodnicy - ikona klubu Andrej Kravarik i rozgrywający Kostas Prousalis. Decyzja czy wystąpią zapadnie przed samym meczem. Z nimi czy bez, łatwo na pewno nie będzie. EA Patron gra równo, na wysokim poziomie, bardzo rzadko tej drużynie zderzają się wpadki. Goście wyjdą w swoim najmocniejszym ustawieniu, brakuje po raz kolejny jedynie zmiennika Andrey Zhekova - Ioannisa Livathinosa. Wczoraj punkt stracił Panathinaikos i EA Parton ma dzisiaj szansę zniwelować do 1 punktu stratę do lidera. Zapowiada się naprawdę ciekawe widowisko, przypominam, że EA Parton wyrzucił niedawno Iraklis z CEV Cup, wygrywając tutaj złotego seta. W trakcie tego spotkania skandalicznie zachowywali się kibice z Salonik, po burdach do których doszło 3 lutego, komitet wykonawczy CEV podjął decyzję, żeby wykluczyć Iraklis przynajmniej na rok z europejskich pucharów. Można się było spodziewać, że decyzja ta nie wpłynie na zawodników z Salonik najlepiej, mecz z Panathinaikosem oddali oni praktycznie bez walki 0-3 (14-25, 25-27, 19-25). Dzisiaj powinno być zdecydowanie lepiej, podopieczni Brooksa całą winą za swoje obecne problemy obarczają dziennikarzy i zawodników EA Parton, którzy ich zdaniem prowokowali kibiców podczas ostatniego spotkania. W siatkarzach Iraklisu siedzi sportowa złość, nawet osłabieni będą na pewno bardzo groźni, tym bardziej, że wystąpią przed swoją fanatyczną publicznością, która na bank zgotuje rywalom istne piekło. Nie podejmę się typowania wyniku tego spotkania, wyżej cenię sobie EA Parton, ale dzisiaj łatwo nie będzie. Jednego jestem pewien, ten mecz na pewno nie zakończy się po godzinie gry... Po godzinie od pierwszego gwizdka sędziego to będą wychodzić na drugą połowę piłkarze FC Lugano@1.6. Prowadzony od 2 lat przez włoskiego trenera Simone Boldiniego (jako piłkarz zdobył on Scudetto w sezonie 78/79 z AC Milan) FC Lugano rozpoczyna dziś decydującą batalię o Super League. Zespół 3-krotnego mistrza i zdobywcy pucharu Szwajcarii zgromadził na swym koncie 32 punkty, jednak nie może jeszcze czuć się bezpieczny, bo na plecach piłkarze Bianconerich czują oddech FC Thun, który traci co prawda do ekipy Boldiniego 5 punktów, ale ma do rozegrania jeden zaległy mecz. Okres przygotowawczy zawodnicy FC Lugano przepracowali bardzo solidnie, mieli dobre warunki i w spokoju pracowali nad formą. Takiego luksusu nie mieli pozostali rywale, również piłkarzom Yverdon-Sport zima dała się we znaki i podopieczni Vittorio Bevilacqua zmuszeni byli większość czasu spędzić na sali gimnastycznej. Pod tym względem przewagę na pewno mają zawodnicy gospodarzy, są lepiej przygotowani do drugiej części sezonu i powinno to być widoczne już podczas pierwszego spotkania. Wygrana 1-0 w meczu kontrolnym z grającym w najmocniejszym składzie mistrzem kraju - FC Zürich zdaje się potwierdzać tą tezę. Goście nie mogą się pochwalić takimi wynikami, co gorsza, zawodnicy Yverdon-Sport przegrali wszystkie sparringi, strzelając w nich 3 bramki, a tracąc 11. Wpływ na taką a nie inną postawę podopiecznych Vittorio Bevilacqua na pewno miały roszady w składzie, do których doszło po zakończeniu rundy jesiennej. Drużynę Yverdon-Sport opuścili serbski obrońca Safet Suljevic, dobrze nam znany David Kwiek, obrońca Sébastien Meoli (Lausanne) oraz rezerwowi napastnicy Hicham Bouamri (Locarno) i Mehmet Kocapinar (Le Mont). Najdotkliwszą stratą jest odejście Włocha Meoli 15/4, który trzymał w ryzach cały blok defensywny, umiejętnie nim przy tym dyrygując i był także niezwykle przydatny przy stałych fragmentach gry. Drugim poważnym osłabieniem jest powrót do Polski Davida Kwieka 13/3, zawodnik ten wraz z Nicola Zarim był siłą napędową tego zespołu. Co Bevilacqua otrzymał w zamian? W miejsce Kwieka przyszli: wypożyczony z FC Sion reprezentant młodzieżówki Florian Berisha, który w pierwszej rundzie grał dla FC Schaffhausen 14/3 oraz czeski pomocnik Tomas Mica z La Chaux-de-Fonds, do drużyny dołączyli także 20-letni serbski napastnik Altin Osmani z FC Basel U-21 oraz młody obrońca FC Lausanne-Sport Nicolas Gétaz, który w poprzedniej rundzie nie zagrał w Challenge League choćby minuty. Berisha powinien z powodzeniem zastąpić Dawida, gorzej sytuacja się ma z defensywą, tutaj Yverdon-Sport będzie miało olbrzymie problemy. Obrońcy rzuceni zostaną od razu na głęboką wodę, pierwszy poważniejszy sprawdzian formacja defensywna będzie zmuszona przejść już dzisiaj, na boisku najskuteczniejszego zespołu w lidze (Lugano zdobyło 38 bramek w 15 spotkaniach). Jak zaprezentuje się ona na tle magicznego trójkąta FC Lugano: Carlos Da Silva 14/9 - Pascal Renfer 12/7 - Carlos Silvio 15/10? Jednego można być pewnym, przed defensorami Yverdon-Sport ciężkie chwile Tym bardziej, że działacze Bianconerich nie próżnowali w przerwie zimowej i postarali się o dwa cenne wzmocnienia, kardę FC Lugano zasilili kameruński skrzydłowy Patrice Feussi (grał wcześniej w m.in Pisa, Genoa, Salernitana, Perugia, Sorrento) oraz 23-letni pomocnik Antoine Rey, który był wyróżniającą się postacią w Lausanne-Sport 15/1. Kolejne pozytywy to powrót po kontuzjach dwóch ważnych pomocników Charlsa André Doudina 8/1 i Sehara Fejzulahi 9/2, którzy z powodzeniem powinni zastąpić zawieszonego Michele Maggetti. To jedyne poważniejsze osłabienie ekipy Boldiniego, kurują się jeszcze Fulvio Sulmoni i Lucio Ciana, ale to ledwie rezerwowi. W Yverdon-Sport nie zagra włoski pomocnik Flavio Chioda, tak więc obaj trenerzy mają praktycznie pełne pole manewru. FC Lugano to solidny zespół z bardzo dobrą obroną i skutecznym atakiem, Bianconeri górują nad resztą drużyn Challenge League w praktycznie każdym elemencie, od umiejętności czysto technicznych piłkarzy poczynając, na odpowiednim zapleczu, bazie treningowej i najwyższym budżecie kończąc. Co prawda czasami są problemy z odpowiednią koncentracją i motywacją zawodników, ale już nie raz podopieczni Boldiniego udowodnili, że nawet grając słabo, poniżej swego normalnego poziomu, potrafią przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Na koniec zacytuję słowa trenera drużyny gości Vittorio Bevilacqua: Lugano to jest klasowy zespół. W ubiegłym roku nie awansowali do Super League tylko dlatego, że piekielnie mocny był St Gallen. W tym roku z całego serca życzę im powodzenia, bo na to bezsprzecznie zasługują...
|
1 2 3 4 5 Następne >
|
Brak typów
|